Primavera Salsa Open

08luty
2009
Przemysław Wereszczyński Kategoria: artykuły zobacz inne wpisy autora

Zbliża się jedna z najciekawszych imprez latynoskich w Polsce jaką jest Primavera Salsa Open, którą organizują Iza i Jose Torres z Wrocławia. Impreza łączy w sobie warsztaty, wieczorne salsa party i turniej tańca, na którym mogą spróbować swoich sił pary amatorskie w dowolnym stylu salsy. Tym razem tancerze będą tańczyć na profesjonalnym rozkładanym parkiecie a nagrodą główną będzie nie lada gratka a mianowicie wyjazd do Havany. W rozszerzeniu post i artykuł uczestników z poprzedniego roku.

 

Post z 3.04.2009
Dzisiaj zapraszam do wgłebienia się w relację naszych tancerzy z Trójmiasta Anity i Piotrka, będących w samym środku tego niezwykłego wydarzenia jakim był występ na turnieju Primavera Salsa Open Izy i Jose.
"Uff, udało się – wystąpiliśmy w turnieju Primavera Salsa Open, a teraz możemy napisać relację. Oczywiście relacja będzie mało obiektywna, a to dlatego, że byliśmy w samym środku tego gorącego wydarzenia.
 

"Zaczęło się nieźle, jakieś pięć miesięcy temu zapisaliśmy się na zajęcia, przygotowujące do Primavery, u Moniki i Przemka. Nie dlatego, że chcieliśmy wystartować w turnieju, lecz ze względu na ważne techniki rozwijane w trakcie tego wyjątkowego kursu. W każdym razie o tym, że wystąpimy w turnieju wiedzieliśmy od siedmiu tygodni, a decyzję podjęliśmy pod przemożnym wpływem Przemka i Moniki. Mówi się trudno – czekała nas ciężka i intensywna praca w Studio TSK, ale, co gorsze – piątkowe i sobotnie imprezy w Latino Cafe. Jak to się mówi – urobiliśmy się po pachy ;-)
    Wyjazd rozpoczął się dobrze, choć od wczesnych godzin rannych organizm oznajmiał nam, że jednak jesteśmy pod presją i wcale nie jest to po prostu zabawa. Tak czy inaczej klamka zapadła, ostatnie jeszcze zakupy (biżuteria do pokazu) i znaleźliśmy się na peronie. Emil korzystający z nieprzebranych pokładów asertywności zajął cały przedział już w Gdyni, więc spokojnie i wygodnie dotarliśmy do Wrocławia.
    We Wrocławiu zatrzymaliśmy się w Boogie Hostel na ulicy Ruskiej w pokoju w rozmiarze tokijskim – jak weszliśmy do środka i położyliśmy na podłodze walizkę, to drzwi nie można było zamknąć, ale byliśmy pierwszymi gośćmi hotelowymi w historii Boogie Hostel. Około północy okazało się, że młodzież wybrała się na imprezę pod tytułem „od jednego baru do baru”, a my „emeryci” herbatka i do łóżka, a właściwie łoża w rozmiarze królewskim (pewnie dlatego zabrakło miejsca na walizkę ;-)).
    Miało być miło, ale od samego ranka organizm mówił – „jesteś zdenerwowany” – więc po wczesnej pobudce spowodowanej bezsennością, porannej toalecie i lekkim śniadaniu wybraliśmy się na próby do Centrum Sztuki „IMPART”. Tam też musieliśmy dokonać rejestracji i już na samym początku zostaliśmy zaskoczeni przez organizatorów - gdy powiedzieliśmy Pani w biurze festiwalu, że chcemy tańczyć mambo, ta zrobiła zdziwioną minę i z rozbrajającą szczerością spytała się „Mambo to LA czy NY?”, za co została zbesztana przez Izę Torres, która rozmowie się przysłuchiwała i obiecała, że wolontariusze uzupełnią braki w wiedzy. Jak już udało nam się dokonać rejestracji, poszliśmy przyglądać się próbie w kategorii Salsa NY, sami też rozpoczęliśmy próby.
    Pierwsze wrażenie można określić jednym słowem – szok! Światła, muzyka, publiczność, podłoga (tępa i poklejona taśmą izolacyjną) – fatalnie nam na próbie poszło. Przypomniał się nam jednak sposób na tępą podłogę, sposób, z którego korzystaliśmy podczas letniego obozu we Władysławowie – zasypka dla niemowląt i zaczęło wychodzić. Wyszło jeszcze lepiej po krótkiej wizycie w barze ;-) Jeszcze tylko losowanie numerków i można startować. O atmosferze w garderobie nie będę pisał – było gorąco dosłownie i w przenośni. Na przestrzeni piętnastu metrów kwadratowych pomieściły się dziewczyny z formacji młodzieżowej TSK oraz cztery pary, startujące w turnieju. Makijaż, perfumy, fryzury, kostiumy, rozmowy i żarty dla rozluźnienia atmosfery, ale atmosfery nie udało się zupełnie rozluźnić.
    Nasz półfinał zaczął się ze sporym opóźnieniem, a całe to spóźnienie poświęciliśmy na rozgrzewanie się za kulisami! Aż w końcu trzeba było wyjść na scenę –  wystąpiliśmy razem z czterema parami do kawałka „No, no” Javiera Vasqueza, później indywidualnie do fragmentów dwóch klasycznych mamb Tito Puente („Hongkong Mambo”, „Mambo Gozon”).
W drugiej części poszło całkiem nieźle, chociaż zatańczyliśmy, jak na imprezie, a nie jak na turnieju – tym większą mieliśmy z naszego występu radochę. W finale drugiego kawałka Anita źle zinterpretowała moje prowadzenie – uwiesiła się na mnie i przegięła się w pół, a ja ledwo na nogach ustałem. Uśmialiśmy się, jak fretki, ładnie się ukłoniliśmy publiczności, która żywiołowo reagowała na nasze poczynania i zeszliśmy ze sceny… ale do finału się nie zakwalifikowaliśmy.
    Do finału ostatecznie weszły trzy pary, nim jednak do tego doszło w „dogrywce” starła się nasza ulubiona trójmiejska para (Ela Mistat i Michał Danowski) z parą z Warszawy. Po nierównej walce subtelności ze stylem turniejowym do finału przeszła para z Warszawy – szkoda.
    W finale było już super – my nie startowaliśmy, więc musiało być dobrze ;-) Do tego zaprezentowały się dziewczyny z formacji młodzieżowej TSK i oczywiście powaliły wszystkich na kolana, co przecież nie było łatwe w dwa kwadranse po rozstrzygnięciu finałów w czterech kategoriach salsy.
    Wieczorna impreza upłynęła pod znakiem cubany, a to dlatego, że DJ Habanero tylko taką muzykę puszczał – zrezygnowani wyszliśmy z imprezy około godziny pierwszej, ale dowiedzieliśmy się od Rafała i Kasi (Salsa Siempre), że około trzeciej w nocy Dj zmienił repertuar (albo zmienił się DJ – tego nie wiemy). W niedzielny poranek okazało się, że w Boogie Hostel zostaliśmy już niemal sami – pozostali uczestnicy rozjechali się do domów, ale przecież trzeba zaliczyć warsztaty, odbywające się od niedzielnego poranka, aż do późnego popołudnia.
    W pierwszej kolejności chcieliśmy wybrać się na rumbę guaguancó, ale okazało się, że nie ma już wolnych miejsc, więc musieliśmy zmienić nasze plany. Ostatecznie wybraliśmy się na zajęcia Contemporary Salsa prowadzone przez Mitchella Provence oraz na Lady’s Styling u Ivany Petrović. Zajęcia u Mitchella to rewelacyjne połączenie tańca współczesnego, techniki jazzowej i afro. Z kolei zajęcia u Ivany były wyjątkowe ze względu na to, że byłem jedynym facetem na sali, a gdy tylko próbowałem wykręcić się od … kręcenia pupą byłem doprowadzany przez Ivanę do porządku.
    Niedzielna impreza okazała się dużo lepsza od sobotniej, chociaż nic z początku na to nie wskazywało – ten sam DJ Habanero i ta sama muzyka. W trakcie, gdy już traciliśmy nadzieję pojawili się nasi znajomi z Warszawy (uczestnicy zeszłorocznego obozu tanecznego we Władysławie) – im też muzyka zupełnie nie odpowiadała. Anita postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i poszła interweniować do DJ’a – okazało się, że DJ Habanero to przemiły człowiek, a poza tym ma dużo bogatszą dyskografię. Reszta wieczoru upłynęła w wyśmienitej atmosferze, a my wytańczyliśmy się bardziej niż na turnieju i pewnie w lepszym stylu – w końcu jesteśmy parą imprezową, a nie turniejową. Primavera już za nami, ale mimo wszystko było warto, wiele się nauczyliśmy przed i w trakcie jej trwania, polecamy wszystkim takie doświadczenie i zmotywowani ruszamy do dalszej nauki.

Anita i Piotr "
 

11 komentarzy do tego wpisu

ender00 napisał o 7:43 w dniu 2008-04-03

jaaaa a nas nie ma podczas tanca :P skandal w bialy dzien

Mek napisał o 7:56 w dniu 2008-04-03

Mój błąd wybacz? Już nie długo start nowej strony więc pojawi się więcej zdjęć na stronie Studia.

Ela napisał o 9:8 w dniu 2008-04-03

Witam,
Anito i Piotrze bardzo fajnie czyta się waszą relację;) Serdecznie dziękuję za ciepłe słowa z waszej strony, na temat naszego tańca i dogrywki;)
Gratulacje i dla Was!!!
Moje wrażenia z turnieju są bardzo pozytywne, faaaajnie jest znowu poczuć ten smaczek adrenaliny, ten szalony uśmiech na scenie, kiedy energia rozpiera, aby wreszcie wytańczyć emocje...
Z mojej strony pragnę podziękować jeszcze wszystkim obecnym na Primaverze salsiakom z Trójmiasta, którzy tak ciepło nas dopingowali i sami dali z siebie ogromnie dużo pozytywnej energii na własnych pokazach.
Podziękowania dla Przemka i Moniki za naprawdę pomocne sugestie, dobrą i fajną karmę;)
Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia na parkiecie;)

Ola napisał o 10:34 w dniu 2008-04-03

Kochani, słowa uznania - dla wszystkich uczestników - za odwagę w pokonywaniu nowych wyzwań, siłę woli na treningach i wolę walki na parkiecie, a dla Piotra i Anitki dodatkowo za ciekawą, osobistą i ciepłą relację.(Szkoda, ze nie mogłam Was tam zobaczyć). Piotruuuś ... czy Ty oby, z tego wszystkiego, nie zapomniałeś o swoim zaklęciu: "Kręęęć się .... powiedzmy tu ... Aniiitko?".;)Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia

ender00 napisał o 11:28 w dniu 2008-04-03

Sprężymy sie i za rok finał w 100% trojmiasto :D a relacja profi

piotr napisał o 22:45 w dniu 2008-04-03

Anita kręciła się super - szczególnie na niedzielnej imprezie. Bez żadnych szczególnych zaklęć!

drpotato (www) napisał o 7:20 w dniu 2008-04-04

Brawa za odwagę i relację! Relacja, jak wszystkie wypowiedzi Piotrka, przy piwie czy też nie przy piwie, świetnie skonstruowana. Na zdjęciu prezentujecie się świetnie, kiedy będą jakieś nagrania??

Młody Santeria Dance Academy (www) napisał o 9:48 w dniu 2008-04-04

a ma ktos z Was filmiki z Turnieju??

piotr napisał o 11:26 w dniu 2008-04-04

Część filmików już na Youtube, ale generalnie z półfinału i finału Cubany i Ruedy.

salsera napisał o 21:36 w dniu 2008-04-04

drugie zdjęcie od końca jest dobre hehe...klan salseros the salsa kings:P

Hyde napisał o 11:51 w dniu 2008-04-06

Ty tam sie Ola nie smiej bo jak zaraz znajde i wstawie jakies twoje to ... :)

Dodaj komentarz

Identyfikator*
Mail*
Strona WWW