Jednym z miejsc, w którym cyklicznie odbywają się imprezy salsowe, jest Pick & Roll w Sopocie. W ostatni piątek, nie dość, że można było poszaleć na parkiecie, to jeszcze można było poszaleć ze strojem. Osobiście z dystansem podchodzę do przebierania się, ale byłam pod takim wrażeniem niektórych pomysłów, że w przyszłym roku chyba sama dam się ponieść halloweenowej atmosferze.
Podobno jesteśmy raczej malkontentnym narodem, przepracowanym, przemęczonym i tej radości jakoś nam brak. Może dlatego celebrowanie Halloween tak dobrze się u nas przyjęło. Patrząc na parkiet w Picku stwierdziłam, że lubimy mroczne przebrania. Pojawiły się wampiry, diabły, krew była wszechobecna, a nawet zjawiła się sama śmierć. Swoją drogą, zatańczyć ze śmiercią, to musi być metafizyczne przeżycie. Widziałam, jak panie z ciekawością zaglądały pod kaptur, sprawdzając z kim tańczą. Dla mnie ta postać do końca pozostała tajemnicą i nie wiem, kto się w tę rolę wcielił.
Największe wrażenie na mnie zrobiła jednak kreacja Dagmary Rapińczuk, którą widać na zdjęciu (fot. Jarek Stec). Musiałam o niej napisać! Świetnie dobrany strój, fryzura i makijaż. Nie wiem czy dobrze odczytałam zamysł Dagmary, ale dla mnie wyglądała jakby z grobu wstała. Efekt? Zobaczyłam mężczyznę, który raz do roku może zatańczyć ze swoją ukochaną, którą odebrała mu śmierć. Trzymał jej ciało mocno przytulone do siebie, by nie osunęło się na parkiet i balansowali razem przy zmysłowym rytmie kizomby. W tej oprawie figura, w której partner wykonał kilka szybkich kroków w tył, trzymając nieruchomo Dagmarę, która jedynie czubkami palców sunęła po parkiecie, była genialna! Kto nie widział, niech żałuje, bo na takie wrażenia trzeba będzie poczekać rok, do kolejnego Halloween, koniecznie w Picku.
brak komentarzy do tego wpisu