Pozwolę sobie umieścić wywiad przeprowadzony ze mną w czasie mojej nieobecości w Trójmieście. Wierzę, że wielu z moich studentów nie dokońca wiedziało co się ze mną dzieje i ten artykuł odsłoni kilka prawd. Szkoda, że to nie Prima Aprilis bo bym zaraz coś tu wymyślił :)Zapraszam do lektury.
Ostatnio nie widać Cię na zajęciach. Kursanci pytają, co się z Tobą dzieje.
Wygląda na to, że jesteś bardzo zapracowany?
PW: Do tej pory na krótko zostawiałem studio. Wspólne wyjazdy szkoleniowe
z Moniką trwały co najwyżej kilka dni czy tygodni. Były to często projekty realizowane w okresie świąt oraz wakacji. Jednak rok 2008 był inny. Najpierw na kilka miesięcy wyjechaliśmy do Warszawy, gdzie uczestniczyliśmy w przygodzie życia, jaką była współpraca z Jarkiem Stańkiem przy tworzeniu choreografii oraz gra w pierwszym polskim filmie tanecznym pt. „Kochaj
i Tańcz”. Natomiast przez ostatnie trzy miesiące przygotowywałem się do musicalu Krystyny Jandy pt. Dancing, który będzie miał swoją premierę
31 grudnia w Teatrze Polonia.
To był intensywny rok.
PW: Za trzy lata kończę 40 lat i bardzo chciałbym jeszcze napisać coś
w swoim pamiętniku (śmiech). Jednak już 9 stycznia wracam do Was, kochani.
Jak Przemku współpracowało Ci się z Krystyną Jandą?
PW: Jeśli liczyć kilkusekundowe partnerowanie w dwóch scenach, to rewelacyjnie. Pani Krystyna zaufała mi bezgranicznie (śmiech).
Czy rolę, którą otrzymałeś w „Dancingu” traktujesz jako taneczne wyzwanie?
PW: Raczej jako przygodę i możliwość zdobycia nowych umiejętności, jaką jest praca w dużym teatrze, a także obserwacja oryginalnej pracy Jarka Stańka i Krystyny Jandy.
Staniek określił Cię jako „urodzonego solistę”. Jak zatem odnalazłeś się
w teatralnych warunkach?
PW: Po raz pierwszy występuję na dużej scenie w roli tancerza-artysty estradowego. Teatr rządzi się ustalonymi prawami, więc musiałem nauczyć się wielu zasad w nim panujących. Na przykład tego, żeby nie nazywać kostiumów strojami, a po spektaklu nie machać do rodziny ze sceny (śmiech). Sama praca przy choreografii też jest inna. Nie jesteś już bohaterem jednej etiudy, nie grasz siebie w offie, tylko stajesz się odtwórcą w grupie teatralno-baletowej. To przejście nie było to dla mnie łatwe i na początku musiałem przełknąć wiele przytyków. Jednak w spektaklu zrekompensowałem to sobie salsową solówką i umiejętnością partnerowania, jakie dał mi taniec towarzyski.
Razem z Moniką wraz z Teatrem Okazjonalnym przygotowaliście wspólnie słynny D-KOD-R, etiudy taneczne formacji The Salsa Kings, niedawno też graliście i asystowaliście przy tworzeniu choreografii do wspomnianego „Kochaj i Tańcz”. Czym różni się „Dancing” od Twoich wcześniejszych doświadczeń tanecznych?
PW: Zdobyłem umiejętności, które na zawsze już we mnie zostaną. Obecność
na scenie nabrała dla mnie nowego znaczenia. Przekonałem się też, jak ważne jest ustawianie się względem widza dla podkreślenia dynamiki ruchu. Obiecuję wykorzystać tę wiedzę przy pracy z moimi tancerzami. Dziękuję też Jarkowi, bo udało mi się spełnić jego oczekiwania oraz Monice
za to, że dzielnie dała sobie radę z samodzielnym prowadzeniem naszej firmy pod moją nieobecność.
Powiedz szczerze, wolisz pokazy na turniejach i kongresach czy deskach teatru?
PW: Bez tych wszystkich wyzwań straciłbym sens życia. Każde z nich ma swoją widownię i to dzięki nim spotkałem tak wielu ciekawych ludzi.
O udziale w jakim spektaklu marzysz?
PW: Bardzo bym chciał wystąpić w „Stomp” no i w spektaklu, w którym mógłbym się wreszcie rozebrać. Oczywiście żartuję ;)
Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych wyzwań.
(A.U)
2 komentarze do tego wpisu