Wczoraj otrzymałem ciekawy wywiad z Moniką Grzelak o tym jak to jest być sędzią i trenerem na prestiżowej imprezie jakim była Primavera Salsa Open.
Lepiej oceniać czy być ocenianym?
MG: Myślę, że obie te czynności wymagają odpowiedniego przygotowania i mają swój stopień trudności. Zasiadanie w składzie sędziowskim oznacza mniejszy stres, ale nakłada na mnie większą odpowiedzialność.
Organizatorzy imprezy, Iza i Jose Torresowie zawsze bardzo starannie dobierają kadrę instruktorską i sędziowską. Na wybór ma wpływ doświadczenie oraz wiedza ekspercka. Propozycję bycia jurorem składano Ci dwukrotnie.
MG: Rzeczywiście, rok temu prowadziłam rozmowy na ten temat. Tak się złożyło, że pracowałam wtedy nad innym projektem, który wymagał mojej stałej obecności. Dlatego musiałam zrezygnować z sędziowania. Na szczęście w tym roku udało mi się skorzystać
z zaproszenia i dotrzeć na Primaverę.
Słyszałam, że miałaś swój udział w tym, że kategoria „Formacje salsy” zadebiutowała na tegorocznej Primaverze.
MG: Starałam się zainteresować Izę Torres wprowadzeniem do konkursu takiego elementu, który umożliwiłby zaprezentowanie się większej grupie. Podczas Primavera Salsa Open 2008 gościnnie wystąpiła formacja The Salsa Kings 2. Zaprezentowane show bardzo się spodobało organizatorom i publiczności. Pokazało też, że warto pójść w tym kierunku rozwoju salsy.
Taniec wydaje się dyscypliną szczególnie trudną do oceniania. Powiedz proszę, jakimi kryteriami kierowało się jury przy punktowaniu poszczególnych występów?
MG: Sposób oceniania odbywa się na czterech poziomach, które eliminują subiektywny odbiór. Przyznawaliśmy punkty za technikę, muzykalność – czyli zgranie układu z rytmem, sceniczność – tutaj liczyła się prezencja, strój i estetyka oraz za koncepcję – krótko mówiąc, pomysł na choreografię. Zadanie było o tyle trudne, że poziom Primavery jest z roku na rok coraz wyższy.
W turnieju wzięły też udział dwie formacje ze studia Dance Avenue. Jedna z nich zdobyła Mistrzostwo. Czy nie obawiałaś się posądzenia o stronniczość?
MG: Byłam jednym z dziewięciu sędziów, więc nawet gdybym dała maksymalną ilość punktów, a grupa zatańczyłaby beznadziejnie, to moje noty niewiele by pomogły. Oceniałam między innymi formacje trenujące w naszym studiu i przez to wiem, jakie są ich słabsze strony, co nie ułatwia odbioru. Konrad Dąbski (lubelska szkoła salsy-przyp.red.) był dokładnie w tej samej sytuacji. Patrząc na swoich tancerzy obje mieliśmy poczucie, że mogliby zatańczyć jeszcze lepiej i mocniej. Jak widzisz, grupy nie miały taryfy ulgowej.
Wygrana The Salsa Kings 2 było sporym zaskoczeniem dla samych dziewcząt. Jestem ciekawa jakich sposobów użyłaś, żeby zmotywować je do udziału w konkursie?
MG: Miałyśmy bardzo mało czasu na przygotowanie choreografii, co dodatkowo stresowało tancerki. Starałam się im wytłumaczyć, że warto próbować, a już na pewno trzeba walczyć ze swoimi słabościami. Tancerz musi być skoncentrowany na sobie, a nie na tym, co się dzieje wokół. Ma wyjść na parkiet i zatańczyć najlepiej jak potrafi, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co się może zdarzyć podczas konkursu. W głównej formacji The Salsa Kings doszło do wypadku, który zdyskwalifikował grupę. Nie złamało to drugiego składu, który zatańczył na poziomie nie pozostawiającym wątpliwości co tego, do kogo powinno należeć Mistrzostwo.
Zwyciężył profesjonalizm. Teraz poproszę, żeby specjalistka od motywacji wytłumaczyła się z konieczności zmian w grafiku warsztatów towarzyszących Primaverze.
MG: Mieliśmy tak duży nadkomplet na zajęciach z izolacji, że zaszła konieczność stworzenia dodatkowej grupy. Podobnie było w Rydze, gdzie o 9-ej rano mieliśmy tłumy na sali. Myślę, że izolacje mają już swoją renomę i dlatego cieszą się tak ogromnym zainteresowaniem.
Na koniec chciałam zapytać, z jakiego powodu naraziłaś się ochroniarzowi? Czyżby komuś nie spodobały się wystawiane przez Ciebie noty?
MG: (śmiech) Niezupełnie. Cała impreza była świetnie przygotowana od strony organizacyjnej. Goście nie musieli się o nic martwić, bo informacja o tym, co i gdzie się dzieje, docierały bardzo szybko. Sędziów i instruktorów traktowano z honorami, poza jednym momentem. Nadgorliwy pan ochroniarz nie chciał mnie i Konrada wpuścić na wieczorną imprezę, bo nie mieliśmy przy sobie żadnych plakietek. Chociaż rodzina Torresów potwierdziła to, że jesteśmy uczestnikami Primavera Salsa Open, negocjajce trwały bardzo długo, ale okazały się skuteczne i wpuszczono nas na salsotekę. Długo będę wspominać zaangażowanie tego pana w swoją pracę... (śmiech)
Następnym razem radzę zatrudnić prywatnego bodyguard’a. Dzięki za rozmowę.
(AU)
1 komentarz do tego wpisu