Miss Killer Steps

25marzec
2009
Przemysław Wereszczyński Kategoria: wywiady zobacz inne wpisy autora

Jakiś czas temu informowaliśmy Was na Dance Blog’u o trwających castingach do tanecznego serialu. Teraz proponujemy Wam unikatowy wywiad z jednym z jurorów Moniką Grzelak (fot. Michał Szlaga)

MISS KILLER STEPS

Za Tobą maraton wyjazdowy: Wrocław, Warszawa i Kraków. Walizek pewnie jeszcze nie zdążyłaś rozpakować, a wciąż dostajesz nowe zaproszenia do udziału w medialnych przedsięwzięciach.
Monika Grzelak:  Tak, aktualnie zasiadam w jury, którego zadaniem jest wyłowienie utalentowanych tancerzy do nowej produkcji TVN’u.

Możesz zdradzić troszkę więcej szczegółów?

MG:  To będzie serial taneczny. Impulsem do jego kręcenia był oczywiście film „Kochaj
i Tańcz”.

Jak wygląda casting?

MG:  Przede wszystkim nie jest w żaden sposób nagłośniony medialnie. Materiały nie są emitowane w stacji, dlatego nie urządzamy dramatów, nie doprowadzamy uczestników do łez. Osoba zainteresowana udziałem po prostu przychodzi, czeka kilka godzin na swoją kolej, a potem stara się rzucić jurorów na kolana.

Prosta recepta na zaistnienie w show-biznesie.
MG:  (śmiech) Mówiąc nieco poważniej, casting składa się z dwóch etapów. Najpierw kandydaci prezentują nam swoje choreografie, na co mają 1,5 minuty. Zdarzyło się, że tańczyły duety, a nawet jedna formacja. Etap drugi polega na zbadaniu umiejętności aktorskich, naturalności przed kamerą. Jest  tekst do nauczenia i krótka scenka do odegrania.

Jak uczestniczy mogą zwrócić na siebie uwagę?
MG
:  Jako, że w składzie jurorskim zasiadają Jarek Staniek, Iwona Staniek, ja oraz osoby
z TVN’u, to badamy uczestnika castingu pod wieloma względami.

Zapewne jednym z kryteriów jest technika tańca?
MG:
  Sprawdzamy szybkość w przyswajaniu nowego stylu, umiejętność zapamiętywania kroków. Potrzebujemy osobowości, ludzi z charyzmą, którzy mają to coś, co ich potem zidentyfikuje. Jarek na przykład przygląda się, czy ktoś potrafi rozwinąć się w innej technice niż ta, w której się pokazał. Dlatego osobie ukierunkowanej w klasyce proponuje ciężki hip hop – taki kontrast może pogrążyć, albo pokazać nowe oblicze i wszechstronność tancerza.

Z kolei o Twoim sposobie testowania krążą już legendy…
MG:
Ja tylko widziałam, jak operator się śmiał, że jak Grzelak pokaże kroki salsy, to kandydat już na pewno po tym odpadnie.

Brzmi groźnie. Zdradź chociaż, jaki układ przygotowałaś?
MG: 
Krok podstawowy plus obrót.

To wszystko? I nikt nie mógł tego powtórzyć?
MG:
  Próbowali ludzie tańczący modern, klasykę i b-boy’e. Efekty były zaskakujące, a moje kroki doczekały się nazwy „killer steps”. Mówię Ci, salsa rządzi!

Masz jakąś złotą radę dla osób, które chcą się skutecznie pokazać?
MG:
  Uczestnicy są oceniani od momentu wejścia na scenę. Obserwuję, jaki mają pomysł na siebie, czy stwarzają swój wizerunek i nad nim panują. Zanim zaczną tańczyć, mają już tysiąc uwag ode mnie. Stres bycia ocenianym jest mi doskonale znany, więc do każdego kandydata  podchodzę z ciepłem i zrozumieniem.

Właśnie do tego chciałam nawiązać. W swojej karierze masz także udział w castingu – do „12 ławek”. Czy możesz powiedzieć, jak to jest być po drugiej stronie?
MG: 
Teraz jako juror korzystam z możliwości zobaczenia, co się dzieje w Polsce. Wysoki poziom i wszechstronność tancerzy szczerze mnie zaskoczyły. Głównie za sprawą takich programów  jak You Can Dance, ludziom została zaszczepiona chęć do tańca i uczenia się różnych styli. Jeszcze kilka lat temu najlepsi w Polsce b-boy’e byli zainteresowani wyłącznie kręceniem na bani. Zachowywali się troszkę jak wyznawcy jedynej i słusznej ideologii. Teraz świadomość jednego stylu nie przeszkadza im w otwartości na różne formy.

Czy oglądanie kilkuset pokazów przez cały dzień nie bywa męczące?
MG:
Na jednym castingu spędzamy nawet 15 godzin, więc zdarzają się trudniejsze momenty. Jednak ogromnie się cieszę z tego, że mogę pracować z takim choreografem jak Jarek. To człowiek, który niezwykle twórczo podchodzi do swojej pracy, szuka inspiracji, drugiego dna w ruchu i osobowości. Uczę się od niego tego  sposobu patrzenia na ludzi. On mimo zmęczenia jest ciągle uśmiechnięty. Już na wejściu łapie kontakt, wyczuwa charakter kandydata. Maksymalna koncentracja pozwala mu nie ominąć żadnego talentu.

Jaka kariera czeka te talenty?
MG:
  Na przykład serialowy wątek pisany pod konkretną osobę. Jeśli ktoś fantastycznie wypadł na castingu, ma technikę taneczną plus osobowość, może zaistnieć jako postać. Zresztą tak samo było tworzone „12 ławek”. Energia i oryginalność ludzi, którzy pojawili się na przeglądzie to główna, ale nie jedyna siła produkcji.

Moniko, czy tym razem również możemy się spodziewać Ciebie na ekranie?
MG:
  Na tym etapie pracy nie mogę nic powiedzieć  na temat mojego dalszego udziału
w filmie, ale póki co zapraszam serdecznie na casting w Warszawie.

Dzięki, że znalazłaś czas na rozmowę.
(AU)
 

brak komentarzy do tego wpisu

Dodaj komentarz

Identyfikator*
Mail*
Strona WWW