Salsowe złotka

27kwiecień
2009
Przemysław Wereszczyński Kategoria: wywiady zobacz inne wpisy autora

Dzisiejszego dnia ma dla Was wywiad z jedną z tancerek Formacji TSK2, którą prowadzi w naszej Akademii Monika Grzelak. Wywiad na temat odbytej już imprezy Primavera Salsa Open Jose Torresa ale o tyle ciekawy dla mnie bo wywołał we mnie poczucie dumy z tancerek i ich pasji do tańca i chęci zostawienia po sobie ich wrażeń ze zdobycia tytułu. Impreza dawno się odbyła ale emocje wśród uczestniczek są nadal żywe. Zapraszam na wywiad z jedną z uczestniczek Karoliną Potakowską.

SALSOWE ZŁOTKA

Na początku serdecznie gratuluję zwycięstwa. Przez konkurs przeszłyście jak burza! Rozumiem, że na Primaverę jechałyście z konkretnymi oczekiwaniami?
Karolina Potakowska:
Jechałyśmy z konkretnym zamiarem pokazania jak najlepszego show i zatańczenia na poziomie, jaki wyćwiczyłyśmy na treningach. Raczej nie myślałyśmy o wygranej. W pewnym sensie była ona dla nas zaskoczeniem, a jednocześnie uhonorowaniem włożonej w przygotowania pracy.

Miałyście może jakieś prorocze sny, o ile emocje w ogóle pozwoliły Wam spać?
KP:
Emocje na pewno były ogromne. Jednak po długiej, męczącej podróży nic nie przeszkadzało nam w zaśnięciu i zebraniu sił na nadchodzący dzień pełen wrażeń.

Wasze stroje i choreografia robią wrażenie. Jak wyglądały przygotowania do konkursu?
KP:
Poszczególne elementy choreografii trenowałyśmy już wcześniej, ale kompletny obraz został stworzony około dwa tygodnie przed samym konkursem. Podczas natańczania układu na treningach i wielu dodatkowych próbach, pracowałyśmy także nad grą aktorską, doborem odpowiednich min i gestów. W sumie sporo energii włożyłyśmy w nadawanie wyrazu naszemu show, które zatytułowałyśmy „Szkoła”. Natomiast stroje zostały dopasowane do głównego tematu,  jakim był wątek miłości, zazdrości i przyjaźni przedstawiony z przymrużeniem oka w realiach szkolnych ławek. Wszystko to pozwoliło stworzyć obraz, który jak widać po wynikach, przekonał jurorów. 

Ja bym powiedziała, że wręcz powalił na kolana. Którego z sędziów bałyście się najbardziej?
KP:
Oczywiście Moniki Grzelak (śmiech).

Pokonałyście pięć innych formacji. Jaka, poza rywalizacją, atmosfera panowała między uczestnikami?
KP:
Szczerze mówiąc, miałyśmy mało kontaktu z innymi formacjami z naszej kategorii. Garderoba była ogromna, panowało duże zamieszanie. Cały czas było coś do zrobienia: makijaż, fryzury, stylizacja. Wiadomo, każdy był zajęty przygotowaniami, bo chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Dlatego kiedy inni występowali, my rozgrzewałyśmy się za sceną, widząc tylko urywki tańca kolejnych uczestników. Ale ogólna atmosfera była bardzo przyjemna, przepełniona tańcem i oczywiście odrobiną stresu.  Chciałam też dodać, że konkurs od strony technicznej był bardzo dobrze zorganizowany. Pomimo niewielkich opóźnień, które zawsze towarzyszą tego typu imprezom, wszystko odbywało się sprawnie. Co najważniejsze, scena była dobrze przygotowana, a widownia wypełniona po brzegi. Dzięki temu mogłam poczuć komfort i zatańczyć najlepiej, jak potrafię.

Czy pomimo ogromu pracy i silnych emocji, udało Wam się skorzystać
z warsztatów towarzyszących Primaverze?
KP:
Niestety, nie miałyśmy okazji w nich uczestniczyć. Jak zwykle zadecydowały względy czasowe. Po prostu musiałyśmy rano wracać do trójmiasta. Jednak wyjazd, choć krótki, mogę uznać za bardzo udany. 

I pełen sukcesów. Dziękuję za rozmowę.
(AU)

 

brak komentarzy do tego wpisu

Dodaj komentarz

Identyfikator*
Mail*
Strona WWW