W ramach cyklu wspomnień o początkach salsy w trójmieście, artykuł Ani Uchman o "starej gwardii salsowiczów z Trójmiasta. Opowiada on o narodzinach pasji, nawiązanych dzięki subkulturze przyjaźniach oraz o tym, jak ważnym etapem w ich życiu była i jest salsa, i ile dzięki niej doświadczyli zmian. Przedstawiam Wam kawałek historii: o spełnionych marzeniach i uniesieniach.
Z Dominikany na Zygmunta Augusta
Przykład Ewy Kwiatkowskiej, która z salsą po raz pierwszy zetknęła się na Dominikanie
w 2002 roku pokazuje, że pasja nie zna granic – również tych geograficznych. Po powrocie do Polski, nasza bohaterka długo nie mogła oprzeć się urokowi południowych rytmów. Nie czekając na nic, zaczęła zdobywać salsowe szlify w pierwszym studiu The Salsa Kings w Gdyni.
Tam, pod okiem Przemka i Moniki oraz Rafała Rosiaka rozwinęła swoją pasję. Właśnie tych instruktorów określiła jako osoby, które miały największy wpływ na jej taneczną edukację. W tym gronie znalazła się również Magda Pilarska jako bardzo miła obsługa recepcji. „Super wspominam imprezki na Pokladzie, które prowadził Rafał oraz salsoteki tematyczne i przebierane w dawnym studiu na Zygmunta Augusta. Poznałam świetne towarzystwo i zawarłam przyjaźnie trwające do dziś. Klub w środku miał swój klimat, atmosfera wtedy była lepsza, a towarzystwo bardziej zżyte” – wspomina Ewa.
Choć dziś nie uczestniczy tak aktywnie w środowisku salsowym, bo – jak sama przyznaje nie ma czasu i brakuje jej dawnego klimatu – to jednak wysyła na zajęcia swoje dziecko. Rośnie zatem nowe pokolenie salsowiczów.
Marzenia o Rosa Negra
Wiele osób salsę poznało dzięki kursom organizowanym przez Monikę i Przemka. Jedną z nich jest Iza Stypa, która do studia przyszła w 2003 roku i przetańczyła w nim kolejne trzy lata, by ostatecznie sama przekazywać innym swoją pasję w Klubie Batocado. „Największy wpływ na mój rozwój miała rewelacyjna instruktorka salsy solo i stylingu, Agnieszka Dzierwa oraz Rafał Rosiak – instruktor salsy w parach i ruedy de casino. Wiele zawdzięczam Monice Grzelak, która pomogła mi przezwyciężyć stres przed pierwszymi Mistrzostwami w 2006 roku w Siedlcach oraz pomoc w pracy nad stylingiem. Po otwarciu przez Agnieszkę szkoły Latin Fusion, uczestniczyłam w zajęciach formacji tanecznej, dzięki czemu rozwijałam się pod kątem scenicznym” – opowiada. Iza twierdzi, że rozpoczynając swoją przygodę z tańcem zyskała bardzo dużo:
„Po pierwsze profesjonalna kadra instruktorska, dzięki której zdobyłam wysokie umiejętności taneczne i pewność siebie w tym, co robię oraz zwycięstwa w licznych turniejach. Poza tym specyficzny klimat sprzyjający rozwojowi tanecznemu, no i przede wszystkim grupę przyjaciół, z jakimi jestem do dzisiaj w kontakcie”. Kiedy zapytałam ją o to, jak ocenia obecne środowisko salsowe powiedziała, że „przydałoby się miejsce takie, jak klub Rosa Negra z filmu Dirty Dancing II – z latynoską muzyką na żywo, gdzie wszyscy salsero będą mogli się spotykać i tańczyć bez względu na to, na jakim są poziomie zaawansowania”.
Salsa z plakatu
„Na pierwszej imprezie salsowej byłem w nieistniejącej już Rotundzie w Sopocie. Pamiętam, jakie zrobiła na mnie wrażenie muzyka, sam taniec i ludzie. Pomimo moich żadnych umiejętności tanecznych (wtedy byłem po 2 lekcjach salsy) wybawiłem się niesamowicie. Nowością było dla mnie to, że do tańca prosiły same dziewczyny… i do tego prowadziły!” – tak siedem lat temu rozpoczynał swoją taneczną fascynację Michał Buze. „Za sprawą kilku plakatów, które wtedy wisiały w trójmieście, zapisałem się na kurs – najpierw u Moniki, potem na ruedę do Przemka, gdzie niezapomniane dame una było tańczone zawsze, jak nie wiedzieliśmy, jakie są inne figury, czyli cały czas”.
Historia pokazuje, że dame una szybko przeszło w dame dos, tres i wiele innych mniej lub bardziej zakręconych układów, co doprowadziło go do Mistrzostwa Polski, zdobytego razem z formacją The Salsa Kings. Ogromne poczucie satysfakcji, jakiego dostarcza Michałowi taniec spowodowało, że dzięki niemu salsa wykroczyła poza granice trójmiasta. „Działam, udzielając lekcji, organizuję imprezy z pokazami, animacjami, bywam także DJ’em”. W Rumi istnieje szkoła Salsa4Fun, gdzie Michał stara się – jak sam to określił – by „nowy narybek” poczuł tę samą radość, energię i uśmiech, który udzielił mu się na widok plakatu.
Rodzinne wypady na Pokład
„Stare” studio The Salsa Kings na Zygmunta Augusta było swego czasu moim drugim domem. Stanowiło miejsce spotkań, gdzie wpadało się z szampanem i ciachem, by uczcić urodziny, imieniny, sukcesy, albo po prostu spotkać się godzinkę przed zajęciami. Fajnie było wypić kawkę i poplotkować lub powymieniać się jakimś genialnym kawałkiem, czy pokazać nową, wypatrzoną na you tube figurką” – tak wspomina początki swojej przygody z salsą Marta Kosiorowska, zwana i znana pod pseudonimem Kropek. Romans z salsą nawiązała cztery lata temu:
„Nie mogę zapomnieć o szalonych rozgrzewkach Rafała, wypadach na Pokład, gdzie z Izką Stypą tańczyłyśmy macarenę, a Adrian Wolski prowadził węża podczas lambady. Poznałam wtedy osoby, na które wiem, że mogę liczyć niezależnie od sytuacji. O tytułach i medalach się z czasem zapomina, a przyjaźnie zawiązane dzięki salsie zostają na zawsze”.
Duet parkietowo-życiowy
Według Maćka Reckiego wejście w subkulturę salsową było drzwiami do życia i poznania ludzi. Choć miało miejsce dziewięć lat temu, skutki wstąpienia w szeregi tańczących, w jego przypadku trwają do dziś. „Początkowo uczyłem się u Przemka i Moniki – to oni pokazali mi, czym jest salsa. Potem razem ze znajomymi stworzyliśmy grupę Latin Fusion. Sami się dokształcaliśmy, szlifując kroki i figurki oraz wyjeżdżając na kongresy i warsztaty” – wspomina. Maciej ma bogate doświadczenie jako instruktor tańca.
Wiąże się z tym pewna anegdotka: „Miałem raz jednego kursanta, 65-latka, który do takiego stopnia zafascynował się salsą, że pojechał na Florydę. Tam wziął udział w wielkiej stuparowej ruedzie. Dodatkowo kupował wszystko, co miało nazwę „salsa” – od śledzi po chipsy. To się nazywa oddanie!” – śmieje się Maciek, dla którego udział w kursie okazał się drogą nie tyle do żołądka, co do serca. „Dzięki salsie poznałem moją drugą połowę. Wspólnie tańczymy nie tylko na imprezach salsowych, ale także krokiem tanecznym razem przechodzimy przez życie” – dodaje tajemniczo.
(AU)
2 komentarze do tego wpisu