Cele

14październik
2011
Maria Kategoria: O mnie i o tańcu zobacz inne wpisy autora

Nie wiem skąd się to we mnie bierze, ale wszystko co robię, musi mieć w sobie jakiś głębszy sens. Nic nie robię ot tak, dla przyjemności, tylko wszystko staram się sobie jakoś logicznie uzasadnić. Z tego powodu między innymi chętnie słucham wszelkich naukowych teorii o zaletach jedzenia czekolady, czy wielogodzinnego snu.

Chęć uczestniczenia w zajęciach tańca również wypadało jakoś uargumentować. W związku z tym, trzeba było wyznaczyć sobie jakiś cel. Mistrzostwo, o dziwo, od razu wykluczyłam. No cóż, zaczynając przygodę z tańcem po 20stce, 30stce czy 40stce na zbyt wiele raczej się nie liczy. Nawiasem mówiąc, dobrze, że niektóre dzieciaki czy młodzież, zaczynają swoją przygodę dużo wcześniej, bo my, kursanci,  możemy potem podziwiać tych młodszych od nas, genialnych instruktorów. Wracając do mnie, skoro mistrzostwo nie wchodziło w grę, postanowiłam nadać mojemu tańcu inny cel. Mianowicie zawsze zaliczałam się do szarych, nie rzucających się w oczy, myszek. Uznałam, że najwyższa pora coś z tym zrobić. Taniec miał mi pomóc otworzyć się na ludzi, na świat, po to, by czerpać z niego pełnymi garściami. Jednym słowem miał być dla mnie czymś w rodzaju psychoterapii. Trwa ona do dzisiejszego dnia, ale już widzę duże postępy.
Najtrudniejsze moim zdaniem było przyzwyczajenie się i zaakceptowanie swojego odbicia w lustrze. Jak ja nie lubiłam tych luster! Z czasem nie dość, że się ze sobą oswoiłam, to jeszcze polubiłam to, co widzę! Co z tego, że tu fałdka, tam fałdka. Odpowiedni ruch bioder i szczuplutka Shakira może się schować.
Kolejnym bardzo trudnym wyzwaniem było tańczenie z obcym mi partnerem. Początkowo nieswojo strasznie. Rumieniec na twarzy, niewiadomo gdzie oczy podziać. Potem się okazało, że tańca w tak zwanym trzymaniu, jest znacznie mniej. Coraz to nowe figury, to w zasadzie obrót za obrotem, czyli bardziej ręka w rękę. Obecnie zbliżenie się do partnera nie wydaje mi się już takie trudne (zwłaszcza po intensywnych warsztatach bachaty). Mało tego, wyzwaniem teraz zdaje się być tańczenie przed partnerem solo! To dopiero jest krępujące. Przynajmniej mam przed sobą kolejny do zrealizowania cel.

brak komentarzy do tego wpisu

Dodaj komentarz

Identyfikator*
Mail*
Strona WWW