Pierwsza impreza salsowa

25październik
2011
Maria Kategoria: O mnie i o tańcu zobacz inne wpisy autora

Chciałam napisać coś zachęcającego do uczestnictwa w imprezach salsowych, więc próbowałam przywołać w pamięci pierwsze tego typu wydarzenie w moim życiu. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę na takiej salsotece byłam wiele lat temu, nie mając jeszcze pojęcia o salsie.

Pojechałam na warsztaty sportowe, które odbywały się w Warszawie. Kluczowym elementem wyjazdu było oczywiście wyjście na miasto. Wiadomo, że treningi były bardzo ważne, ale dla nas, trenujących, równie ważne było zintegrowanie się z ludźmi z pozostałych sekcji, rozsianych po całym kraju. Organizatorzy warsztatów zawsze wyszukiwali jakiś klub, gdzie wszyscy razem schodziliśmy się, żeby sobie potańczyć.

Nie miałam pojęcia, że byłam wtedy na imprezie salsowej jednej z bardzo znanych warszawskich szkół tańca. Faktycznie klimat imprezy wydał mi się dość dziwny. My „z zewnątrz” ubrani, jak na wyjście na miasto, jeansy, buty przeważnie sportowe, patrzymy, a tu panie w sukienkach i w obcasach. Niektórzy panowie mieli szelki, krawaty i nawet jakieś kapelusze. Dla mnie to był szok. Stwierdziłam, że ludzie w Warszawie rzeczywiście są, jakby to powiedzieć „inni”.

My, po przyjściu do klubu, pierwsze co, to rzuciliśmy się do baru (pewnie dawno takiego utargu nie mieli). Parkiet znajdował się w sali obok. Gdy się pojawiliśmy, mało osób tańczyło. Zdecydowanie większość podpierała ściany. Jak ruszyliśmy gromadą na parkiet, trochę dziwnie na nas patrzyli. Wszyscy pozostali tańczyli w parach. No skoro tak, no to my też potworzyliśmy pary, ale nadal swoimi wygibasami najwyraźniej odstawaliśmy od reszty.

 Teraz tak sobie myślę, że to ciekawe zrządzenie losu. Gdyby ktoś wtedy w Warszawie powiedział mi, że za kilka lat porzucę ten sport i będę tak, jak te dziewczyny, tańczyć salsę, nie uwierzyłabym. Życie bywa przewrotne.

 

2 komentarze do tego wpisu

Monika napisał o 0:18 w dniu 2011-11-16

To ciekawe, bo ja też bardzo dobrze pamiętam moją pierwszą imprezę salsową. I chociaż całą imprezę przesiedziałam (miałam za sobą ledwo dwie godziny zajęć i nawet krok podstawowy był dla mnie czarną magią) to właśnie wtedy zakochałam się w salsie. Patrzyłąm na te wirujące pary i myślałam sobie, że ja też się chcę tak dobrze bawić jak oni. Od tamtej pory (a minął już ponad rok) nadal uczę się salsy i nie przestaje mi to sprawiać przyjemności :)

Maria napisał o 12:50 w dniu 2011-11-17

Imprezy salsowe mają fantastyczny klimat. Jak nie tańczę i tylko patrzę na pary na parkiecie - też świetnie się bawię. Uwielbiam ten entuzjazm ludzi!

Dodaj komentarz

Identyfikator*
Mail*
Strona WWW